Legalne lombardy

Byłem wczoraj w lombardzie w Kołobrzegu, na ulicy Słowińców… ileś tam. Nie pamiętam, bo nie jestem stąd. Przejeżdżałem i mi jakiś koleś na stacji powiedział, żeby tam zajrzał, jak potrzebuje szybkich pieniędzy. Miałem do sprzedania dwa telefony na już, na teraz. Potrzebowałem gotówki na wieczór, a szukanie na portalach aukcyjnych nie przyniosło mi żadnego skutku.

To jeden z punktów, które obsługuje spółka Polski Lombard, więc spodziewałem się dobrej obsługi – bo jak wiemy, w większości lombardów to tylko Janusze czają się, jak tu nas wydymać. To najgorsze zło, jakie tam siedzi – przychodzisz, potrzebujesz pieniędzy, chcesz sprzedać, a ten ci da taką ofertę, że masz ochotę sobie głowę ściąć. No więc wylądowałem tam ze swoją nieufną miną i rąbnąłem na ladę to, co mam do sprzedania. Gość poogląda, sprawdził i zapytał ile chcę.

Negocjacje!
Potrzebowałem 1000 złotych, więc rzuciłem, że daje 1500 złotych i idę stąd. Ale wrócę, żeby odkupić.

Odpowiedział, że 800 da, bo nie wie, czy odkupię.

Musiałem je odkupić, bo by mnie zabili. Telefony były moje, tak, ale ja ich nie używałem. Dzieciaki pojechały na jakieś tam kolonie, żona na jakimś wyjeździe… No wiecie.

Stwierdziłem, że 1250 złotych i będzie okej.

Odparł, że 1000 złotych, że więcej nie da.

Idealnie. Dostałem to, co chciałem. Rzadko w którym lombardzie zdarza się, że ktoś w ogóle z nami negocjuje. Odwiedziłem trochę tych miejsc i wszędzie siedział gość, znawca rynku, i rzucał cenami na lewo i prawo bez możliwości jakiejkolwiek rozmowy. Tutaj było inaczej. Oddałem telefony, podałem dowód i minutę później miałem już umowę, którą podpisałem. Co mnie zaskoczyło, to to, że jak na oddział spółki tanio sobie liczą za przechowywanie. Podsumowując całość mi wyjdzie bardzo tanio, bo telefony odbiorę za trzy, cztery dni – a w lombardach płacimy za liczbę dni, które nas sprzęt tam leży.

Chwilę po transakcji wyraziłem swoje zadowolenie oraz niezadowolenie z innych lombardów w kraju. Gość pociągnął jakiś temat o tym, że większość tych małych oddziałów prowadzonych przez najczęściej sknery niedługo zniknie. Mówił coś o jakiejś ustawie, która mówi o tym, że każdy lombard ma mieć wpłacony kapitał zakładowy w wysokości 200 000 tysięcy złotych! Jakieś spółki akcyjne, ograniczone odpowiedzialności. Nie mój temat. Podobno kto się nie zastosuje i będzie prowadził lombard bez spełnienia warunków dostanie karę w wysokości 500 000 tysięcy złotych!!! Sporo.
Zapytałem go, czy ten tu Polski Lombard się stosuje.

A ten, że spełniają już dawno wszystkie wymagania.

Widać, że jak się rozmawia z klientami, to się powodzi. Pewnie gdybym trafił gdzie indziej, to jakiś Zenek by mi truł o tym, że nie da mi 1000 złotych, że nawet 700 złotych mi nie da, a ja i tak tego nie odbiorę. Bo wszystkich mierzą tak samo. Mówi, że pod zastaw, a zniknie za winklem i już nigdy więcej się nie pojawi.

Kilka dni później, kiedy musiałem jechać już po dzieciaki, wpadłem odebrać telefony. I też zero problemów. Gość przyniósł, wyjął, dał mi obejrzeć, czy nic myszy nie zjadły po czym wyliczył mi cenę. Oddałem 1000 złotych, które pożyczyłem, i 15 złotych tego, co mi naliczono za przechowywanie 2 rzeczy. Mało wyszło, nie? Ostatnio jak żona jechała na panieński, to pozbyłem się telewizora na kilka dni i policzyli mi 100 złotych. Zresztą…

Jak chcecie iść do lombardu, to tylko do nich:     lombard online