Czeka nas życie w ubóstwie – coraz więcej emerytów podejmuje pracę, żeby się utrzymać

ZUS nie nastraja Polaków optymistycznie. Aż 166 tys. osób pobiera emeryturę sięgającą granicy ubóstwa. Stale rośnie liczba emerytów, którzy wybierają dalszą pracę zamiast wegetacji.

Mimo że rząd obniżył wiek emerytalny to w dużej części uprawnione do niego osoby nadal pracują. Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w 2017 roku przybyło 93,5 tysiąca aktywnych zawodowo emerytów. Biorąc pod uwagę poprzednie lata, to spory wzrost.

Z analiz ZUS-u wynika, że część osób uprawnionych do emerytury po wprowadzeniu nowych przepisów złożyło wnioski emerytalne i zaczęło pobierać świadczenia, po czym… wróciło do pracy. Tak przez 2017 rok działo się na masową skalę. Znaczna liczba emerytów po prostu dorabia, przy czym płaci niższe składki. Szacuje się, że w chwili obecnej w Polsce jest 147 tys. pracujących zawodowo emerytów. Część z nich po prostu nie pobiera świadczeń, mimo że są do nich uprawnieni i nadal pracują. Pozostali, nawet jeśli wystąpili do ZUS-u, to w szybkim czasie powrócili na rynek pracy. Dlaczego zamiast korzystać z wolnego czasu i odpoczynku dojrzali ludzie wybierają kolejne lata pracy, często do późnej starości? Odpowiedź jest prosta. Wysokość emerytur w stosunku do kosztów życia jest zatrważająco niska. Jak przewidują eksperci, nie zmieni się to przez kolejne lata.

 

Nie dają rady wyżyć, zakładają firmy

 

Jak ocenił Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole w jednym z wywiadów, obniżenie wieku emerytalnego nie sprawdza się, bo nie został spełniony podstawowy cel rządzących – umożliwienie Polakom wcześniejszego odejścia z pracy. Zamiast tego zaoferowano zbyt niskie emerytury. Ludzie sami szybko ocenili, że nie da się z tego wyżyć i pracują dalej.

Dużą część stanowią osoby samozatrudnione, czyli prowadzące działalność gospodarczą. Nie brakuje przypadków, w których 66-latek, który nabył prawa emerytalne, zwolnił się z etatu, zaczął pobierać emeryturę, po czym otworzył działalność i robi u swojego byłego pracodawcy dokładnie to samo, co wcześniej. Przy czym płaci preferencyjne składki do ZUS. W przypadku działalności gospodarczej bowiem emeryt płaci jedynie składkę zdrowotną – reszta jest dobrowolna.

 

Ubogich emerytów coraz więcej

 

Przed kilkoma dniami prezes ZUS-u Gertruda Uścińska udzieliła wywiadu, w którym oceniła dzisiejszą sytuację emerytów. Potwierdziła, że ta nie jest zbyt optymistyczna. Przeciętne świadczenie wynosi obecnie 2080 zł. W przypadku kobiet jest to tylko 1610 zł. Jednak, jak powiedziała prezeska ZUS, aż 166,6 tysiąca osób otrzymuje emeryturę mniejszą niż minimalna i ta liczba szybko rośnie. Spośród tej liczby osób większość z nich dostaje świadczenie w tak niskiej wysokości, że trudno to w ogóle nazwać emeryturą (np. 500 zł miesięcznie!). Jaka jest tego przyczyna? Jak wskazuje Uścińska, jest to spowodowane dużą liczbą ludzi, którzy mieli krótki staż zawodowy, pracujących na umowach śmieciowych, od których odprowadzano nikłe stawki (albo wcale), a po osiągnięciu wielu emerytalnego jedyne na co mogą liczyć to wspomniane parę groszy.

Ponadto koszty systemu emerytalnego rosną, a starszych ludzi przybywa.

 

Aktywni emeryci już nie dziwią. Na rynku pracy jest wiele wakatów, a pracodawcom coraz trudniej znaleźć odpowiednią liczbę pracowników. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w IV kwartale 2017 roku w Polsce było 381 tysięcy wolnych miejsc pracy. To wpłynęło na to, że szefowie zaczęli chętniej zatrzymywać na stanowiskach emerytów, a nawet zatrudniać kolejnych.

Dane ZUS pokazują, że w tym roku praw emerytalnych nabędzie kolejne 221 tys. osób. Pod koniec 2018 roku w Polsce liczba emerytów przekroczy 5,7 mln.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o